sobota, 11 czerwca 2011

Na Kasprowy Wierch z Kuźnic.

Kasprowy Wierch - widok na obserwatorium i stację kolejki.
Wycieczkę na Kasprowy Wierch (1987 m.n.p.m) rozpoczynamy z Kuźnic, a dokładniej z parkingu przy rondzie Jana Pawła II, gdzie zostawiamy samochód. Od tego miejsca poruszamy się pieszo, gdyż w pożądanym kierunku jest zakaz wjazdu - za wyjątkiem pojazdów uprzywilejowanych. Ponieważ nie należymy do tej grupy, wędrówkę rozpoczynamy właśnie od tego miejsca. 15 minut maszerujemy asfaltem - można podjechać busem, ale nie dajemy zarobić góralom ;) W Kuźnicach dochodzimy do dolnej stacji kolejki linowej, gdzie kierujemy się w prawo zielonym szlakiem (według rogacza 3 godziny na szczyt). Początkowo szlak prowadzi przez las wzdłuż potoku Bystra i jest to wygodny spacerowy trakt. Po około 20 minutach mijamy  kaskadę wodną, która jest jedyną na całej naszej trasie.

Parking niedaleko ronda Jana Pawła II.
Od tego miejsca szlak prowadzi lekko pod górę. Właściwie na całym odcinku podchodzimy cały czas pod górę - pokonując tym samym dość łagodnie przewyższenia. Oddalamy się powoli od potoku Bystra, podążając wzdłuż - jakby wyschniętego koryta innego potoku, którego ochrzciliśmy mianem - Suchego Potoku. Wędrujemy dalej Doliną Kasprową. W tym miejscu warto zaznaczyć, że szczyt Kasprowy Wierch wziął swoją nazwę właśnie od nazwy doliny, a ta; według podań ludowych; od nazwiska górala Kaspra. 


 


Podczas wędrówki tym odcinkiem szlaku dwukrotnie przecinamy drogę liniowej kolei górskiej, która podąża nad naszymi głowami :) Po około 1 godzinie dochodzimy do pośredniej stacji kolejki - Myślenickie Turnie. Tutaj zaczynają się widoki na górskie szczyty. Do tej pory mogliśmy dostrzegać przedzierające się poprzez korony drzew szczyty, a teraz mamy je jak na dłoni. W tym magicznym miejscu warto się zatrzymać i zadumać - jest tu świetne miejsce na pierwsze śniadanie, bo jak zwykle wychodzimy wcześnie rano :) Z tego miejsca podziwiamy widoki między innymi na szczyty Czerwonych Wierchów oraz na szczyt Giewontu. 

Pośrednia stacja kolejki - Myślenickie Turnie.
Widok na Giewont oraz fragment pasma Czerwonych Wierchów.
Po krótkim odpoczynku udajemy się; nadal zielonym szlakiem; docelowo na Kasprowy Wierch. Wchodzimy ponownie w las podążając po kamiennych schodach pod górę. Pokonujemy spore przewyższenia. Nad naszymi głowami co jakiś czas przejeżdża kolej liniowa. Po 30 minutach wychodzimy z lasu i od tego miejsca rozpoczyna się wędrówka serpentynami - dalej po kamiennych schodach. Widoki są coraz to piękniejsze. 



Kolejny zakręt ukazuje przed naszymi oczami coraz to nowe szczyty, które wyglądają niesamowicie - skąpane w śnieżnej bieli :) Cały czas mamy na względzie szczyt Giewontu - to taki swoisty punkt odniesienia, gdyż mając świadomość, że musimy wydrapać się nieco wyżej niż jego szczyt, możemy oszacować jak należy rozłożyć siły. Natomiast szczyt Kasprowego pojawia się co jakiś czas, znikając za co drugim zakrętem. Po drodze mijamy kilka łat śnieżnych, które musimy pokonać - tutaj zdecydowanie przydają się kijki, bo jest bardzo ślisko.

W tle widok na Giewont.
Śnieżne łaty po drodze na szczyt....

Wędrówka jest bardzo przyjemna. Po wyjściu z lasu prowadzi bowiem serpentynami w górę. Otaczają nas także piękne widok, na okoliczne szczyty.


Górna stacja kolejki Kasprowego Wierchu jak na dłoni.
Od momentu, gdy szczyt Kasprowego pojawia się w zasięgu naszego wzroku czeka nas ostatnie podejście. Atakujemy więc. Trwa to około 10-15 minut - kamienne schody dość stromo pod górę. Co któryś z nich pokryty jest śniegiem i lodem - znowu ukłon w kierunku towarzyszącym nam kijków :)


Obserwatorium na szczycie Kasprowego Wierchu.


Gdy wydrapujemy się na szczyt, w pierwszej kolejności dochodzimy do obserwatorium. Zaskakuje nas ilość osób spacerujących po śnieżnym szczycie. Kto by pomyślał - przecież byliśmy praktycznie sami na szlaku ;) Oczywiście turyści Ci, wjechali na szczyt - niestety, jak widać zapominając, że to faktycznie szczyt - brodzą więc w śniegu w klapkach, bez skarpetek, w krótkich spodenkach, spódniczkach, bez kurtek..... Brak nam słów - widoki te zaburzają trochę piękno tego miejsca. Oczywiście co któryś z turystów wdrapuje się na dzwon, aby usłyszeć jego dźwięk. Staramy się nie zwracać uwagi na otaczających nas "zwiedzających" i podziwiamy widoki. Z tego miejsca przepiękny widok na Świnicę i Kościelec - to także nasz przyszły cel :D Gdy odwrócimy głowę, podziwiamy pasmo słowackie, a dalej nasz ukochany Starobociańki i całe pasmo Czerwonych Wierchów.... Coś wspaniałego. Polecamy!



Świnica w swojej całej okazałości.

Po zejściu z poziomu obserwatorium udajemy się do stacji kolejki. Zastajemy tam tłum ludzi, bary szybkiej obsługi i wszystko to, czego my osobiście nie chcielibyśmy w górach spotykać. Po prostu Krupówki. Tutaj urok miejsca znika zupełnie. Szybko opuszczamy ten przybytek i udajemy się na Beskid (2012 m.n.p.m) - szczyt, z którego już tylko krok do Świnicy. Naszym celem jednak dzisiaj nie jest szczyt Świnicy, więc z Beskidu podziwiamy widoki, w tym widok na szczyt Kasprowego i udajemy się z powrotem.

Widok z Beskidu na Kasprowy Wierch.

Na szczycie Beskidu.

Widok z Beskidu.
I znowu Świnica - nie możemy oprzeć się jej urokowi...

Fragment szlaku czerwonego prowadzącego z Kasprowego Wierchu.


Z Kasprowego Wierchu, czerwonym szlakiem udajemy się w kierunku Przełęczy Kondrackiej (1725 m.n.p.m).  Szlak prowadzi bardzo przyjemnym traktem, wijąc się wokół okolicznych szczytów. Przewyższenia nie są duże - schodzimy nieznacznie w dół. Po drodze mieliśmy okazję minąć małe stadko kozic, których trzeba wypatrywać, gdyż ich brązowe ciałka gubią się na tle skał. Szlak jest dwukierunkowy, więc czasami istnieje konieczność przepuszczenia wędrujących z naprzeciwka, gdyż momentami jest dość wąski. W niektórych miejscach znowu przydają się kijki :)


W kierunku Przełęczy Kondrackiej, w tle Świnica...



Mało widoczne kozice - sztuk 3  :)
Zostawiamy za sobą Kasprowy - po lewej stronie w tle.

Po około 1,50 godziny dochodzimy do Kondrackiej Przełęczy. Tam zastaje nas przelotny deszcz, który więcej straszy, niż pada ;) Stąd bardzo blisko do Giewontu i szczytu Czerwonych Wierchów. My jednak mamy w planie zejście do Doliny Kondratowej, do schroniska. Dosłownie moment odpoczywamy na przełęczy, gdzie posilamy się kanapkami i czym kto ma.... I ruszamy dalej - kamiennymi blokami w dół lub jak kto woli krótszą drogą na przełaj - choć oczywiście jej nie polecamy.

Schodzimy z przełęczy, no niektórzy zjeżdżają ;)

video
Prosimy tego sposobu schodzenia nie powtarzać :)


Droga przez Dolinę Kondratową.

Schodzimy dnem Doliny Kondratowej w pełnym słońcu. Tutaj nie ma się gdzie schować. Od lasu dzieli nas spory kawałek - na szczęście wędrujemy tyłem do słońca, choć nakrycia głowy zdecydowanie byłby wskazane. Po dobrych kilkunastu minutach dreptania dochodzimy do Hali Kondratowej i do schroniska, przy którym wypoczywamy. Można się tutaj posilić całkiem dobrą grochówką - jest smaczna i syta. Tego nam było trzeba. Teraz jeszcze krótki relaks na ławach przed schroniskiem i schodzimy dalej. A czeka nas około 1,5 godzinne zejście, nie zapewniające żadnych dodatkowych atrakcji. Po chwili wchodzimy bowiem do lasu, a gdy z niego wychodzimy to już praktycznie jesteśmy w Kuźnicach. A stamtąd asfaltem do samochodu - i to jest najgorszy odcinek naszej wędrówki :)

video
Widok z Hali Kondratowej na przebytą przez nas trasę :)

Odpoczynek na Hali Kondratowej.

Zejście do Kuźnic z Hali Kondratowej.
Dolna stacja kolejki w Kuźnicach.
Żegnamy się i do następnego :)
a&s


Czytaj także o Giewoncie...
Czytaj także o Orlej Perci...
Czytaj także o Czerwonych Wierchach...

1 komentarz:

  1. Jak zwykle super opis i niesamowite zdjecia. Bylam tam dwa razy i za kazdym razem nie mialam takiego szczescia, zeby podziwiac widoki - mgla jak mleko; nawet przejezdzajacej nad glowami kolejki nie bylo widac. Fajnie wiec zobaczyc zdjecia z trasy, ktorej sie kompletnie nie widzialo. Super, czekam z niecierpliwoscia na kolejny reportaz z wyprawy gorskiej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękujemy za zostawienie komentarzy. Miło nam wiedzieć co sądzicie, kto do nas zagląda. Nie bądź anonimowy i zostaw po sobie ślad... :) a&s

>